17580243_1323114597755545_1711128130_n

Słomiana MatkaDwulatka

Od ponad roku wychowuję Minionka sama. Miały być dwa tygodnie, potem miesiąc, potem dwa, pół roku, do grudnia i ani dnia dłużej, ale wyszło inaczej. No i jestem Słomaną żoną i matką, która doczekała się DwuLatka i to chyba dość konkretnego kalibru. Minionek ma pseudonim artystyczny Sajgonka, albo Siewca Zniszczenia. Nie bez przyczyny, nie na wyrost. Oczywiście inne matki, które mają, bądź niedawno miały taki egzemplarz na stanie myślą sobie „to nie miałaś do czynienia z moim”. Heh! Nie będę się licytować, ale drogie Mamy przyznacie, że druga para rąk….eee…wróć! Zestaw Zdrowych Zmysłów, przy takim małym człowieczku się przydaje 😀

Przyznam, nie mam na podorędziu drugiego Dorosłego, który jest w stanie ogarnąć Minionka w momentach dla niego trudnych, który doprowadziłby do stanu względnego chałupę, kiedy Maleńtasa znowu w nocy nachodzi potrzeba Podłączenia do Sieci, by doładować swojego powerbanka i ciamkać sobie biust nawet do 3.30. Nie mam drugiej pary rąk by ubrać małego Yogina z gracją Ośmiornicy. Do tego wszystkiego jestem chyba walnięta, marzy mi się wzmacniać tego Cudaka starając się podążać za filozofią rodzicielstwa bliskości.

Widzę w tym małym Minionku człowieka ciekawego świata, w jednej strony bardzo prostolinijnego, rozumiejącego otaczającą rzeczywistość wprost, z drugiej kompletnie oderwanego od mojej. Jak każdy rodzic zastanawiam się „jak ona może chcieć tam pakować paluchy, albo wbiegać prosto pod koła”. Z drugiej jednak strony to ja jestem od tego by się pochylić i moim obowiązkiem jest przetłumaczyć ten świat na jej język.

Całkiem niedawno przechodziłyśmy przez galerię handlową – koszmar chyba każdego rodzica – i mijałyśmy karuzelę z samochodami. Minionek oczywiście się zafascynowała, no bo świecą, są dla niej osiągalne, a ja oczywiście się bardzo spieszyłam, bo musiałam – jak zwykle na ostatnią chwilę – odebrać paczkę na poczcie. Minionek, jak można się domyślić dosiadła bolida, a jako, że jeszcze na takim czymś nie była to wyłuskałam dwa złote i dałam „pojeździć”. Karuzela się w końcu zatrzymała i nie było wyboru, trzeba było jakimś sposobem ją stamtąd eksmitować. Na DwuLatka standardowe prośby zwykle nie działają, widać było, że niektórzy ludzie już zerkali kiedy rozlegnie się ryk najnieszczęśliwszego dziecka na tym kontynencie, a ja też już miałam ochotę ją po prostu stamtąd wyjąć. Jakimś sposobem jednak udało nam się dogadać. Zapytałam ją, czy maszynka się ruszała? W odpowiedzi usłyszałam „no”, a byłaś już na obu samochodziakach? „no”, fajne są? „no”, to może je jeszcze kiedyś odwiedzimy? A teraz pójdziemy razem załatwić moją ważną sprawę? „taaaaak!”, i tym cudownym sposobem dziecko samo wyszło z samochodziku. Wyimaginowałam sobie oklaski i czułam mega satysfakcję, że bez wrzasku udało nam się opuścić progi galerii.

W tym wszystkim myślę sobie jednak, ile razy siły zwyczajne – ludzkie, umysłowe, niejedną taką matkę, która jest sama z dzieckiem i to dziecko jest temperamentnym DwuLatkiem, w końcu opuszczają i jak łatwo jest nam ją oceniać? Ba, ostatnio myślę sobie, a nawet sama doświadczyłam takiej oceny. Co tydzień miałam okazję korzystać z oferty zakupowej zdrowej żywności na pewnym portalu. Z racji tego, że w moim mieście wydawaniem towaru zajmowała i zajmuje sie dalej bliska mi Osoba, to czwartki po południu były dla mnie ważnym czasem. Pewnie gdyby Mężowy był z nami, to ten czas byłby tylko Moim czasem, on zostawał by z Minionkiem, a ja bym sobie wędrowała na odbiory z kawą i ciachem w pakiecie. SAMA. Niestety życie nie jest idealne i na odbiory chodziłam z Minionkiem w wersji Nabodźcowana Żłobkiem Sajgonka. Pewnie to był błąd, ale to był ten kawałek minimalnej normalności, kiedy byłam po prostu Sobą, nie w pracy, niejednokrotnie zajechana po całym dniu… Po prostu w czwartek miałam szansę na kawę z przyjaciółkami i naszym przychówkiem. Jako, że Lokal tytułował się mianem „Child Friendly”, obsługa zawsze wydawała się być miła i wyrozumiała dla wybryków maluchów i tak też od kilku miesięcy tydzień w tydzień przychodziłam po odbiór dobrodziejstw, kupowałam kawę, ciacho, sok i przekąskę dla Sajgonki. Od czasu do czasu organizowałam tam eventy dla mam z dziećmi i żyłam sobie w błogiej nieświadomości, jak jestem przez personel postrzegana. Zaczęło się od zmiany menagera, który przez bliską mi Osobę, prosił by przekazać, że jeśli nie panuję na moim DwuLatkiem to mam tam więcej nie przychodzić. Skoro nie potrafił mi powiedzieć wprost, czy przez załogę, że nadużyłam gościnności lokalu, to po prostu edytowałam opinię na ich temat i rozmówiłam się też osobiście z tym panem, który zmianą opinii nie był pocieszony. Niestety na tym się nie skończyło. Dziś otrzymałam wiadomość prywatną na znanym portalu społecznościowym od kelnerki, która zawsze uchodziła za sympatyczną, wyrozumiałą, pomocną. Która mogła przecież powiedzieć, że dziecko zwyczajnie nie zachowuje się właściwie. Oceniła mnie zarówno jako pracownik i inna mama, wystawiając mi jako matce cenzurkę, że córkę wychowuję bezstresowo i raczej nie nadajemy się do egzystowania w przestrzeni publicznej. No bo przecież to, że jeśli DwuLatkowi się czegoś próbuje zabronić i w rezultacje płacze, wpada w histerię (wtedy już się ewakuowałyśmy) i nie da się wziąć na ręce (pomijam problemy z SI Minionka), albo piszczy z koleżanką w ferworze radości, to to jest dziecko wychowywane bezstresowo. Prawda? Zapewne gdybym zachowywała sie dokładnie odwrotnie, choć jako cywilizowany człowiek zwyczajnie bym nie potrafiła, to byłabym matką wyrodną. Niestety stawianie granic dziecku w tym wieku nie jest łatwe, nie przychodzi zwykle od razu, a do tego czasami człowiek (mały i duży) jest po prostu zmęczony. Fakt, wtedy nie ma sensu wychodzić z dzieckiem. Tylko, że jak jest się samemu i idzie się po prostu po zamówione jedzenie? Czy jest magiczny eliksir na zbudyniony mózg po samotnej opiece nad dzieckiem i całym dniu pracy? Rozumiem, że nawet personel tytułującego się „Child Friendly” Lokalu może mieć dość takich zachowań, ale można zwrócić uwagę takiemu gościowi twarzą w twarz, inspirując do zmiany. Zrobić to zrobić z szacunkiem. Do człowieka. Do drugiej matki. Czy po prostu do stałego klienta.

A na koniec – Samotne Matki, Słomiane Matki – SZACUN! PODZIW!, Jesteśćie WIELKIE

Bookmark and Share

Jedno przemyślenie nt. „Słomiana MatkaDwulatka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *