13644200_1079742798759394_2076624816_n

Dla takich chwil warto starać się być RB`

Rodzicielstwo to trudna sztuka, praca od rana do wieczora, bez opcji urlopu. Każdy z nas rodziców ma, lub miał swoją wizję jak chciałby wychować swoje dziecko. Zwykle cel jest jest podobny: wychować dobrego, mądrego, odważnego człowieka, który sobie poradzi. Droga do tego celu nigdy nie jest usłana różami, tym bardziej, że dzieci chłoną jak gąbka nasze zachowania i tak naprawdę są małą uroczą (lub nie ;)) kopią nas samych.

Ja bardzo chcę wychowywać moją córkę w duchu rodzicielstwa bliskości. Sama wyniosłam z domu inny model i zawsze sobie powtarzałam, że „ja będę inaczej”.
Bywa różnie – niejednokrotnie otwierając usta słyszę moją mamę i mam poczucie ogromnej porażki, nie mniej jednak staram się dać mojemu dziecku przestrzeń by mogło być po prostu dzieckiem.

STARAM SIĘ – to słowo klucz, bo po pierwsze nikt z nas nie jest z kamienia, jesteśmy ludźmi i tak samo nasze dzieci nimi są. Miewamy lepszy lub gorszy nastrój, jesteśmy mniej lub bardziej wyspani, a nasze dzieci w tym wszystkim są dodatkowo barometrem naszego nastroju. Bywają sytuacje, gdzie mam ochotę się wydrzeć, potrząsnąć i resztki zdrowego rozsądku kierują moje kroki do łazienki, bo co mi to da, że wystraszę moje małe rozdarte zagubione dziecko? Wolę drzeć się do lustra, sufitu, policzyć do dziesięciu wyjść i potrafić pochylić się nad tym małym bączkiem, który po raz trzeci tego dnia wylał pełny nocnik na siebie. Wolę tłumaczyć po raz setny, że nie jest najlepszym pomysłem bić mamę (czy kogokolwiek), tłumaczyć, dlaczego nie wbiegamy na ulicę i cierpliwie uczyć reagowania na słowo STOP. Wskazać naturalne konsekwencje swojego zachowania, dać doświadczyć świata w błocie, na zakurzonym parkingu, cieszyć się każdym kamykiem, rozmawiać, pokazywać i po raz setny tłumaczyć. Klaps byłby dla mnie totalną porażką, drugą na skróty, niszczącą wszystko co osiągnęłam do tej pory. Myślę, że stałabym się wrogiem dla własnego dziecka i zamiast budować zaufanie, stworzyłabym relację „oprawca-ofiara”.

Dlaczego o tym piszę?

Moja Laura przechodzi teraz trudny czas. Bywa (szczególnie po żłobku), ze jest kłębkiem skrajnych emocji, od radości, poprzez smutek, po złość. Tak, kładzie się na ziemię i płacze, nie daje się zamotać w chustę, krzyczy, szarpie, drapie, gryzie. Staram się być empatyczna, dawać jej przestrzeń na możliwość wyładowania tych emocji, nie zawsze jest to łatwe, nie każdy to rozumie. Nie raz dopadały mnie wątpliwości, czy wszystko robię ok i jak każdy człowiek popełniam błędy, a dziś? Dziś odwiedziłyśmy dziadków. Dziadków, którym tłukę do głowy dlaczego nie biję mojego dziecka. Dlaczego wychowuję tak a nie inaczej, którzy nieraz patrzą na mnie jak na wariatkę, że dyskutuję z 20 miesięcznym Maluchem. Ale dziś właśnie ten Maluch, kiedy ja mogłam u owych Dziadków się zdrzemnąć, przebiegł ogródek i cały dom tylko po to by podzieliś się ze mną ostatnią swojską truskawką. By dać mi połówkeczkę tego skarbu, którego pilnowała dla niej Babcia (żeby ktoś z domowników nie podjadł). Obudziło mnie radosne „Mama, Mama!” i człowieczek wdrapujący się po mnie, tylko po to by się ze mną podzielić! Mały człowieczek, w którym kształtuje się świadoma miłość i empatia! To są właśnie momenty dla których warto żyć!

Pamiętam, kiedy Pani Świetliczanka w podstawówce mnie zapytała „A kogo wolisz? Mamę, czy tatę?”, bez wahania odpowiedziałam: „Tatę, bo mama mnie bije”. Dziś zaś, kiedy Laura w ferworze zabawy u Dziadków mnie uderzyła i zapytałam: „Czy mama Cię bije? Dlaczego mnie uderzyłaś?”, onabez wahania odpowiedziała „Mama nie bije” i mocno mnie przytuliła.

Dzięki takim momentom wiem, ze warto być blisko, budować zaufanie, warto tłumaczyć i starać się wychowywać dziecko świadome, że rodzic jest opoką, a nie katem.

Bookmark and Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *